To brzmi jak scenariusz kiepskiej komedii, jednak wydarzyło się naprawdę. Niemiecki system prawny stał się ofiarą własnej biurokracji i naiwności. Pewien mężczyzna pochodzenia kongijskiego, posiadający niemiecki paszport, oficjalnie uznał ojcostwo aż 47 dzieci. Nie kierowała nim miłość rodzicielska, lecz chłodna kalkulacja.
Sprawa ta obnaża gigantyczną lukę w przepisach imigracyjnych naszego zachodniego sąsiada. Okazuje się bowiem, że wystarczy odpowiednia deklaracja w urzędzie, aby uruchomić lawinę świadczeń socjalnych i praw pobytowych.
Obywatelstwo na słowo honoru
Mechanizm oszustwa jest banalnie prosty, dlatego tak skuteczny. Niemieckie prawo w sprawach uznania ojcostwa opiera się na zaufaniu. Urzędnicy nie wymagają testów DNA. Wystarczy, że mężczyzna z obywatelstwem oświadczy: „to moje dziecko”.
Skutki prawne takiej deklaracji są natychmiastowe i potężne:
- Dziecko: Automatycznie otrzymuje niemieckie obywatelstwo.
- Matka: Zyskuje prawo do legalnego pobytu w Niemczech (ze względu na opiekę nad obywatelem).
Kongijczyk wykorzystał ten przepis perfekcyjnie. W rezultacie sprowadził do Niemiec liczne kobiety z Afryki, tworząc sztuczną „rodzinę” o gigantycznych rozmiarach.
Kto płaci za „super-ojca”?
Tutaj historia staje się jeszcze bardziej bulwersująca dla przeciętnego obywatela. „Szczęśliwy ojciec” 47 dzieci zazwyczaj nie łoży ani euro na ich utrzymanie. Dlaczego? Ponieważ sam często żyje z zasiłków socjalnych i oficjalnie nie posiada majątku.
Państwo nie może ściągnąć z niego alimentów. W konsekwencji pełne koszty utrzymania spadają na barki społeczeństwa. Niemiecki podatnik opłaca mieszkania, opiekę medyczną oraz zasiłki zarówno dla dzieci, jak i ich matek.
Władze wiedzą, ale milczą?
Opisany przypadek to tylko wierzchołek góry lodowej. Szacuje się, że w skali całego kraju podobnych oszustw mogą być tysiące. Proceder ten funkcjonuje w majestacie prawa, a „fałszywi ojcowie” handlują swoim obywatelstwem.
Władze w Berlinie zdają sobie sprawę z problemu. Mimo to zmiana przepisów idzie niezwykle opornie. Polityczna poprawność i biurokratyczny bezwład sprawiają, że luka prawna wciąż pozostaje otwarta, drenując kasę państwową.




