To brzmi jak scenariusz z Hollywood, jednak wydarzyło się naprawdę tuż za naszą zachodnią granicą. Mieszkańcy niemieckiego Gelsenkirchen są w szoku. W okresie świątecznym nieznani sprawcy dokonali napadu, który media już teraz określają mianem „spektakularnego”. Złodzieje nie weszli drzwiami – oni stworzyli własne wejście.
Celem ataku stał się oddział banku Sparkasse w dzielnicy Buer. Chociaż policja oszczędnie dawkuje informacje, dziennikarze „De Telegraaf” dotarli do fascynujących szczegółów tej operacji. Wszystko wskazuje na to, że za skokiem stoi grupa wysokiej klasy profesjonalistów.
Precyzja chirurga i ciężki sprzęt
Przestępcy nie terroryzowali kasjerów ani nie wysadzali bankomatów. Zamiast tego postawili na cichą i precyzyjną robotę. Dostali się oni do pomieszczenia sąsiadującego bezpośrednio z bankiem. Następnie użyli profesjonalnej wiertnicy rdzeniowej (specjalistycznego wiertła do betonu).

Dzięki temu urządzeniu sprawcy wycięli idealny otwór w grubym murze. W rezultacie uzyskali bezpośredni dostęp do najlepiej strzeżonego miejsca w budynku – skarbca głównego (kluisruimte).
Opróżnione skrytki i ucieczka bez śladu
Gdy złodzieje znaleźli się w środku, mieli dużo czasu na działanie. Prawdopodobnie wykorzystali oni fakt, że w okresie świątecznym bank był zamknięty, a okolica opustoszała.
Napastnicy skupili się na skrytkach depozytowych klientów. Rozwiercali je i opróżniali jedną po drugiej. Zatem ich łupem padły gotówka, biżuteria, złoto oraz ważne dokumenty. Policja nie ujawnia jeszcze dokładnej wartości strat, ale można przypuszczać, że idą one w miliony euro.
Policja bezradna?
Sprawcy zniknęli bez śladu, zabierając ze sobą łup. Mimo szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej, funkcjonariusze na razie nie zatrzymali podejrzanych.
Śledczy analizują teraz nagrania z monitoringu i szukają świadków. Jednak sposób działania grupy sugeruje, że nie byli to amatorzy. Dlatego ujęcie sprawców tego „filmowego” skoku może zająć niemieckim służbom wiele miesięcy.




