Strona główna / Francja / Clermont-Ferrand w walce z dilerami!

Clermont-Ferrand w walce z dilerami!

Clermont-Ferrand, stolica Owernii, niegdyś spokojne miasto, zmaga się z rosnącym problemem narkotrafiku. W minioną sobotę, 11 maja 2025 roku, około 200 mieszkańców dzielnicy wokół dworca kolejowego wyszło na ulice w milczącym proteście, by powiedzieć „dość” dealerom i związanej z nimi przemocy. „Ulica nie należy do dilerów” – to hasło, które wybrzmiało podczas manifestacji, stało się symbolem walki o odzyskanie bezpieczeństwa w tej części miasta.

Dilerzy zmienili miasto

Jeszcze kilka lat temu dzielnica dworcowa była ceniona za bliskość centrum, szkół i dworca SNCF. Dziś mieszkańcy nazywają ją „Aleją Dealów”. Jak doszło do takiej zmiany? Według lokalnego komitetu dzielnicy, kluczowym momentem była rozbiórka tzw. „Murzynki” – wielkiego kompleksu mieszkalnego w dzielnicy Saint-Jacques, który był centrum handlu narkotykami. Po jego zburzeniu dealerzy przenieśli się w okolice dworca, gdzie obecnie działają niemal jawnie.

Mieszkańcy skarżą się na codzienne utrudnienia: krzyki guetteurs (obserwatorów ostrzegających przed policją), hałas w nocy, a nawet propozycje sprzedaży narkotyków składane dzieciom w drodze do szkoły. „Nie czuję się bezpiecznie. Zanim wyjdę z domu, sprawdzam, czy wszystko jest w porządku” – mówi Jeanine, emerytka, która wzięła udział w proteście. Inny mieszkaniec, Xavier Gibold, farmaceuta i przewodniczący komitetu dzielnicy Gare Delille Les Carmes, dodaje: „To już nie jest życie. Odgłosy awantur, krzyki guetteurs, gdy zbliża się policja – ludzie mają dość”.

Milczący krzyk o pomoc

Sobota była dniem, w którym mieszkańcy postanowili działać. Zorganizowana przez komitet dzielnicy manifestacja odbyła się w całkowitej ciszy, co miało podkreślić powagę sytuacji i godność protestujących. Nie było haseł ani transparentów – tylko tłum ludzi, od rodzin po seniorów, zjednoczonych w walce o swoje prawa. „Chcemy pokazać, że ulica należy do nas, mieszkańców” – tłumaczy Gibold.

Protest nie jest jedynie wyrazem frustracji, ale także wezwaniem do działań. Mieszkańcy domagają się większej obecności policji, skuteczniejszych patroli i strategii, która zlikwiduje punkty sprzedaży narkotyków. Obecne interwencje policyjne są utrudniane przez świetnie zorganizowane sieci dilerów, którzy dzięki guetteurs błyskawicznie reagują na pojawienie się funkcjonariuszy.

Reakcja władz

Władze Clermont-Ferrand nie pozostają obojętne, choć mieszkańcy uważają, że działania są niewystarczające. Miasto zapowiedziało wprowadzenie nowych środków, takich jak zamykanie sklepów o 22:00 od 12 maja oraz planowany zakaz sprzedaży alkoholu po 20:00. Te kroki mają ograniczyć nocne incydenty związane z handlem narkotykami. Burmistrz Olivier Bianchi podkreśla, że problem jest złożony i wymaga współpracy z policją krajową oraz wsparcia nowego prawa dotyczącego walki z handlem, które jest w trakcie opracowywania.

Mimo to mieszkańcy czują się pozostawieni sami sobie. „Potrzebujemy więcej policji, a nie tylko obietnic” – mówi jeden z protestujących. W tle pojawia się też pytanie o głębsze przyczyny: bezrobocie, brak perspektyw dla młodzieży i marginalizacja niektórych dzielnic sprzyjają rozwojowi przestępczości.

Co dalej?

Manifestacja w Clermont-Ferrand to dopiero początek. Mieszkańcy zapowiadają, że nie odpuszczą, a ich milczący protest ma szansę stać się symbolem oporu wobec handlu narkotykami nie tylko w Owernii, ale i w innych francuskich miastach borykających się z podobnymi problemami. Walka o bezpieczne ulice wymaga jednak nie tylko represji, ale także inwestycji w edukację, pracę i rewitalizację dzielnic.

Clermont-Ferrand stoi przed trudnym wyzwaniem. Czy miasto odzyska dawny spokój? Jedno jest pewne – mieszkańcy nie zamierzają się poddać. Ich determinacja pokazuje, że społeczność może być siłą zdolną do zmiany, nawet w obliczu tak poważnego problemu jak narkotrafik.

Źródło: Le Parisien

Powiadom
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments