Strona główna / Niemcy / AfD uznana za skrajnie prawicową, urzędnicy i policjanci pod lupą.

AfD uznana za skrajnie prawicową, urzędnicy i policjanci pod lupą.

W piątek, 3 maja 2025 roku, niemiecki Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) ogłosił decyzję, która wstrząsnęła sceną polityczną: Alternatywa dla Niemiec (AfD) została oficjalnie uznana za „potwierdzoną skrajnie prawicową” partię. Decyzja, oparta na wieloletnich analizach, otwiera drzwi do poważnych konsekwencji dla członków partii zatrudnionych w służbie publicznej, w tym policjantów. W kilku krajach związkowych rozpoczęto już procedury sprawdzające wobec urzędników i funkcjonariuszy podejrzanych o powiązania z AfD, a co najmniej 193 policjantów jest objętych postępowaniami dyscyplinarnymi z powodu podejrzenia o skrajnie prawicowe poglądy. Co to oznacza dla Niemiec i jak ta decyzja wpływa na debatę o demokracji i bezpieczeństwie?

Dlaczego AfD uznano za skrajnie prawicową?

Federalny Urząd Ochrony Konstytucji przez trzy lata prowadził szczegółowe badania, które doprowadziły do zmiany statusu AfD z „podejrzanej o ekstremizm” na „potwierdzoną skrajnie prawicową”. W liczącym ponad 1100 stron raporcie BfV zarzuca partii promowanie „pogardliwego dla ludzkiej godności” programu, który wyklucza niektóre grupy społeczne, szczególnie osoby z muzułmańskim pochodzeniem migracyjnym, z pełnoprawnego udziału w społeczeństwie. Zdaniem urzędu, AfD opiera się na etniczno-nacjonalistycznym rozumieniu narodu, które jest niezgodne z zasadami wolnej i demokratycznej konstytucji Niemiec.

Decyzja ta nie była zaskoczeniem dla wielu obserwatorów. Już wcześniej landowe oddziały AfD w Turyngii, Saksonii i Saksonii-Anhalt zostały uznane za skrajnie prawicowe, a partia od lat budzi kontrowersje swoimi wypowiedziami i działaniami. Jednak nowa klasyfikacja na poziomie federalnym stawia partię w trudnej sytuacji – AfD zapowiedziała już kroki prawne, twierdząc, że decyzja jest „ciosem w demokrację” i ma charakter polityczny, szczególnie w kontekście niedawnych wyborów parlamentarnych, w których partia zdobyła 20,8% głosów, stając się drugą siłą w Bundestagu.

Urzędnicy i policjanci pod lupą

Klasyfikacja AfD jako skrajnie prawicowej ma bezpośrednie konsekwencje dla jej członków zatrudnionych w służbie publicznej. W Niemczech urzędnicy, w tym policjanci, mają obowiązek przestrzegania zasad wolnej i demokratycznej konstytucji. Członkostwo w partii uznanej za ekstremistyczną może być podstawą do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych, a nawet zwolnienia. Kraje związkowe, takie jak Hesja i Bawaria, zapowiedziały już weryfikację swoich pracowników, szczególnie funkcjonariuszy policji i administracji.

Roman Poseck, minister spraw wewnętrznych Hesji, podkreślił w rozmowie z „Bild”, że pracownicy służb publicznych muszą gwarantować lojalność wobec demokratycznego porządku. Podobne stanowisko zajął bawarski minister Joachim Herrmann, wskazując, że decyzja BfV zmusza do przeanalizowania sytuacji AfD-owców w służbie publicznej. Jednak Nordrhein-Westfalen’s minister Herbert Reul ostrzegł przed pochopnymi działaniami, wskazując, że usunięcie kogoś ze służby wymaga konkretnych dowodów na naruszenie obowiązków, a nie tylko członkostwa w partii.

Według raportu „Stern” i RTL, w całych Niemczech toczy się obecnie co najmniej 193 postępowania dyscyplinarne przeciwko policjantom podejrzanym o skrajnie prawicowe poglądy lub wspieranie teorii spiskowych. Liczba ta może być jednak zaniżona, ponieważ landy takie jak Nadrenia Północna-Westfalia, Berlin czy Meklemburgia-Pomorze Przednie nie dostarczyły precyzyjnych danych. Co więcej, od 2020 roku wszczęto ponad 570 takich postępowań, co pokazuje skalę problemu. Nie wszystkie przypadki dotyczą członków AfD, ale decyzja BfV z pewnością zaostrzy kontrolę nad funkcjonariuszami sympatyzującymi z partią.

Debata o finansowaniu i zakazie partii

Klasyfikacja AfD otwiera również dyskusję na temat finansowania partii z publicznych środków oraz potencjalnego zakazu jej działalności. Sebastian Lechner, szef CDU w Dolnej Saksonii, nazwał finansowanie „skrajnie prawicowej propagandy” z podatków „nie do zaakceptowania” i wezwał do przeanalizowania tej kwestii na najbliższej konferencji ministrów spraw wewnętrznych, zaplanowanej na czerwiec 2025 roku w Bremerhaven. Z kolei minister spraw wewnętrznych Turyngii, Georg Maier, poszedł dalej, sugerując, że logicznym krokiem po decyzji BfV byłoby rozpoczęcie procedury zakazu partii. Jednak inni, jak hamburski minister Andy Grote, są bardziej ostrożni, wskazując, że sama klasyfikacja jako skrajnie prawicowa nie wystarczy do prawnego zakazu – decyzja musiałaby zostać potwierdzona przez sądy.

Marco Wanderwitz, były sekretarz stanu w ministerstwie spraw wewnętrznych, zaproponował, by zacząć od usuwania z pracy tych członków AfD, którzy pełnią w partii aktywne role, a nie tylko są biernymi sympatykami. Przewiduje on również falę rezygnacji z członkostwa wśród urzędników, którzy będą chcieli chronić swoje kariery. Z drugiej strony, AfD-owcy, tacy jak współprzewodniczący Alice Weidel i Tino Chrupalla, oskarżają rząd o próbę stłumienia opozycji, twierdząc, że decyzja BfV została podjęta w ostatnich dniach kadencji rządu, bez pełnoprawnego szefa urzędu.

Reakcje międzynarodowe i społeczne

Decyzja wywołała echo nie tylko w Niemczech. Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio nazwał ją na platformie X „przejawem ukrytej tyranii”, sugerując, że Niemcy wykorzystują służby do inwigilacji opozycji. W odpowiedzi niemieckie MSZ lakonicznie odparło: „To jest demokracja”. Z kolei węgierski premier Viktor Orbán zaoferował AfD swoje wsparcie, pytając: „Co się dzieje w Niemczech?”. W kraju opinie są podzielone. Część polityków, jak Markus Söder z CSU, widzi w decyzji „ostateczne ostrzeżenie” i potwierdzenie konieczności „murów ogniowych” wobec AfD. Inni, jak Sahra Wagenknecht, liderka BSW, ostrzegają przed „autorytarnym przebudowaniem społeczeństwa” i ograniczeniem wolności słowa.

Mieszkańcy Niemiec również są podzieleni. Dla wielu decyzja BfV to potwierdzenie, że AfD stanowi zagrożenie dla demokracji. Jednak ponad 10 milionów wyborców, którzy poparli partię w ostatnich wyborach, może postrzegać to jako atak na ich prawo do wyrażania poglądów. Szwajcarski „Tages-Anzeiger” zauważył, że AfD jest zbyt duża, by łatwo ją zakazać – partia ma silne poparcie i jest największą siłą opozycyjną w Bundestagu. Zakaz mógłby wręcz wzmocnić jej pozycję wśród wyborców, którzy czują się ignorowani przez establishment.

Co dalej?

Decyzja BfV stawia Niemcy przed trudnym dylematem: jak chronić demokrację, nie alienując milionów wyborców? Weryfikacja urzędników i policjantów może być pierwszym krokiem, ale budzi pytania o granice wolności politycznej. Czy samo członkostwo w AfD wystarczy, by uznać kogoś za zagrożenie dla konstytucji? A może potrzebne są konkretne dowody działań przeciwko demokracji? Konferencja ministrów spraw wewnętrznych w czerwcu może przynieść odpowiedzi, ale już teraz jasne jest, że temat AfD będzie dominował w niemieckiej polityce przez najbliższe miesiące.

Dla mieszkańców Niemiec, szczególnie tych, którzy popierają AfD, decyzja BfV to moment próby. Czy partia zdoła obronić się w sądach i utrzymać poparcie, czy może czeka ją marginalizacja? Jedno jest pewne – debata o przyszłości demokracji w Niemczech dopiero się zaczyna.

Powiadom
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments