Strona główna / Holandia / Amsterdam po śmierci Lisy: młodzi mówią o braku bezpieczeństwa.

Amsterdam po śmierci Lisy: młodzi mówią o braku bezpieczeństwa.

Amsterdam po śmierci Lisy: młodzi mówią o braku bezpieczeństwa.

Amsterdam w żałobie po śmierci Lisy (17)

Tragiczna śmierć 17-letniej Lisy wstrząsnęła Amsterdamem. Na placu Leidseplein, popularnym miejscu spotkań nastolatków, rozmowy tego weekendu zdominował jeden temat – bezpieczeństwo. Szczególnie dziewczyny przyznają, że poczucie zagrożenia towarzyszy im od dawna i traktują je niemal jako „koszt” nocnego życia w mieście.

Amsterdam po śmierci Lisy: młodzi mówią o braku bezpieczeństwa.
Amsterdam po śmierci Lisy: młodzi mówią o braku bezpieczeństwa.

„Pięć razy w ciągu jednej nocy ktoś nas zaczepia” – głosy nastolatek.

„W sobotę jechaliśmy rowerami obok Rijksmuseum, nagle obok nas zatrzymał się samochód pełen mężczyzn. Krzyczeli do nas ‘hej piękne, gdzie jedziecie?’” – opowiada 17-letnia Carice van Laar. Jej koleżanka Elena dodaje: „Na światłach musiałyśmy się zatrzymać i wtedy zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie”. Dziewczyny mówią, że takie sytuacje powtarzają się praktycznie co wieczór. „Średnio pięć razy podczas jednej nocy ktoś nas zaczepia” – podkreśla Elena.

Rodzice reagują: zakaz samotnych powrotów do domu.

Nie tylko one tak to odczuwają. Wiele nastolatek przyznaje, że rodzice po tragedii zabraniają im wracać samemu do domu. „Mama powiedziała mi, że zawsze może mnie odebrać, a jeśli nie – mam brać Ubera. Nigdy wcześniej nie robiła mi takiej pogadanki” – mówi Van Laar.

Niebezpieczne powroty rowerem – dziewczyny opowiadają swoje historie.

Strach dotyczy przede wszystkim powrotów nocą na rowerze. 18-letnia Thirza wspomina, że kiedyś około szóstej rano była śledzona przez mężczyznę na fatbike’u. „Na początku próbował mnie potrącić, potem jechał za mną nieoświetloną drogą. Byłam o krok od zadzwonienia na policję”.

Spray, nożyczki, wspólne powroty – jak młodzi próbują się chronić.

Niektóre dziewczyny zaczęły wozić przy sobie przedmioty, które mogą posłużyć do obrony – dezodorant w sprayu, lakier do włosów czy nawet nożyczki. „ Gaz pieprzowy jest zakazany, ale wolę mieć coś, niż nic” – przyznaje 17-latka, która prosi o anonimowość.

„Obmacywanie w klubach to już norma” – gorzka codzienność.

Młode dziewczyny przyznają, że nieprzyjemne zachowania w klubach i na ulicy stały się częścią codziennego życia. „Bycie obmacywaną w klubie? To dzieje się co tydzień” – mówią Nieve i Thirza. „Często po prostu śmiejemy się z tego między sobą, bo co innego możemy zrobić?”

Młodzi chłopcy: „Możemy chociaż towarzyszyć koleżankom”.

Chłopcy też zauważają problem. „Moja koleżanka boi się chodzić po zatłoczonych miejscach, bo właśnie tam spotyka się najwięcej pijanych ludzi” – mówi 14-letni Max. Jego rówieśnik Jens dodaje: „Moi rodzice też zabraniają mi wracać samemu. Ale my, jako chłopcy, możemy przynajmniej towarzyszyć koleżankom i sprawić, żeby czuły się bezpieczniej”.

Amsterdamskie kluby w akcji – pomarańczowe światła przeciw przemocy.

Na całą sytuację zareagowali także właściciele klubów i nocnych lokali. Na fasadzie jednej z popularnych dyskotek pojawił się napis „Recht op de nacht” („Prawo do nocy”), a we wtorek kilkadziesiąt klubów w Amsterdamie podświetli swoje budynki na pomarańczowo – kolor symbolizujący walkę z przemocą wobec kobiet.

„To problem systemowy. Odpowiedzialność spoczywa na mężczyznach”.

„Chcemy wysłać jasny sygnał: kobiety muszą mieć prawo wracać bezpiecznie do domu” – mówi nocny burmistrz Amsterdamu, Freek Wallagh. „Nie chodzi o chwilową falę oburzenia. To problem systemowy, który dotyczy wszystkich. I szczególnie mężczyźni muszą wziąć odpowiedzialność za zmianę”.

Źródło: https://www.hln.be/

Tagi:
Powiadom
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments