Zobacz najnowszy odcinek na naszym kanale YouTubePrawdziwa „Strefa gangsterów”: Mafia Kinahanów.Obejrzyj na YouTube →
Wokół domu w Petropawliwskiej Borszczahiwce pod Kijowem doszło w poniedziałek 2 listopada do protestów i starć z policją. Tłum wierzył w doniesienia z mediów społecznościowych, że w budynku przetrzymywane są ofiary tortur. Ukraińskie władze temu zaprzeczają.
Polski portal nczas.info, powołując się na wpisy w mediach społecznościowych, pisał o „tajnym więzieniu” i torturach. Relacje o 40 zatrzymanych i o 14-letnim chłopcu nie zostały jednak niezależnie potwierdzone.
Co działo się przed budynkiem
Pierwsze informacje o rzekomym przetrzymywaniu około 40 mężczyzn w piwnicy prywatnego domu pojawiły się w Telegramie i na platformie X. Przed budynkiem zebrało się, według serwisu Suspilne, około stu osób, a relacje mówią nawet o większej liczbie. Część z nich przedstawiała się jako krewni mężczyzn w środku.
Doszło do przepychanek, zniszczono okna, a według relacji policja była atakowana. Na nagraniach widać było, jak część osób próbuje wyważyć bramę. Według serwisu hromadske.ua po budynku krążyły też nagrania chłopca owiniętego w koc termiczny, wyprowadzanego z domu.
Wersja wojska i policji
Policja obwodu kijowskiego uznała informacje o nielegalnym przetrzymywaniu ludzi i śmierci jednego z nich za nieprawdziwe. Gwardia Narodowa poinformowała, że w budynku znajduje się tymczasowy punkt dyslokacji jednostki 3121, należącej do 1. Korpusu „Azow”. Przebywali tam zmobilizowani oraz żołnierze zatrzymani po samowolnym opuszczeniu jednostek, którzy czekali na przydział do dalszej służby.
Przeczytaj teżUkraińcy wyjeżdżają z Polski. Ubywa osób z ochroną czasową
Korpus „Azow” przyznał, że czterech zatrzymanych miało obrażenia i trafiło do szpitala na badania. Jednocześnie potępił „bezprawne działania” wobec żołnierzy Gwardii Narodowej i wezwał do niewchodzenia w drogę pracy jednostek. Dowódca Gwardii Narodowej generał Ołeksandr Piwnenko odrzucił zarzuty o torturach. Według jego relacji zatrzymani wrócili do jednostek, a krewni mieli zostać oprowadzeni po obiekcie.
Minister spraw wewnętrznych Iwan Wyhiwski zapowiedział dochodzenie służbowe. Kyryło Budanow, szef Kancelarii Prezydenta, przekazał z kolei, że w budynku przebywało 14 żołnierzy, a transport rannych utrudniała blokada protestujących.
Rozbieżności w relacjach
Liczba osób w budynku różni się w zależności od źródła. Mowa była o około 40 osobach, o „do 20” i o „do 30”. Gwardia Narodowa mówiła o kilkunastu żołnierzach. Nie ma niezależnej weryfikacji, ile osób faktycznie przebywało w domu i w jakich warunkach.
Część komentatorów w mediach społecznościowych porównywała sprawę do wcześniejszych doniesień o nadużyciach wobec mobilizowanych w innych jednostkach. Krzysztof Bosak, polski polityk, napisał na X, że to „kolejne drastyczne, ale nie zaskakujące doniesienia z Ukrainy”. Odniósł się też do wcześniejszych zarzutów wobec obozu szkoleniowego innej jednostki, przypominając materiał brytyjskiego dziennika „The Times”. Te zarzuty nie zostały w tym tekście zweryfikowane.
Co dalej
Gwardia Narodowa, we współpracy z organami ścigania, nadzoruje dochodzenie. Rzecznik praw żołnierzy, czyli wojskowy ombudsman, pracował na miejscu razem z dowództwem. Wyniki śledztwa nie są znane. Dopóki ich nie ma, zarzuty tortur pozostają niepotwierdzone.
Źródła:
Więcej na ten temat
Przeczytaj teżStrzelał do przechodniów, bo byli muzułmanami. Prokuratura: motyw rasistowski
Przeczytaj teżPonad 60% cudzoziemców z francuskich CRA wyszło na wolność bez wydalenia




